Koronkowa pasja i rękodzieło. Janina Kloska

Pani Janina jest kołobrzeżanką, która bez reszty poświęca się, swój czas i talent, na tworzenie czegoś, co w dzisiejszych czasach wydaje się anachronizmem.

Starsi czytelnicy zapewne pamiętają swoje babcie siedzące na fotelu z szydełkiem, dziergające serwetki, obrusy… Wówczas nie było telewizji, internetu, dostępu do taniej, często byle jakiej rozrywki. Wolnego czasu było dużo i jakoś trzeba było go zagospodarować, robiąc przy tym coś praktycznego, czego używało się na co dzień.

Zadaliśmy pani Janinie kilka pytań, aby przybliżyć czytelnikom warsztat i wizualnie pokazać, co można wykreować, wręcz wyczarować, ciężką pracą swoich dłoni, wyobraźni i talentu.

Info-kolobrzeg – Jak to się stało i kiedy, że odkryła pani w sobie tak rzadką dzisiaj predyspozycję do tworzenia tak pięknych wyrobów koronkarskich?

Janina Kloska – To się stało około 20. lat temu. Byłam chora i dość długo przebywałam w kołobrzeskim szpitalu. Czas dłużył się niemiłosiernie, więc poprosiłam rodzinę, aby przynieśli mi nici i szydełko. Zrobiłem pierwszą serwetkę, potem drugą. Prowadząca mnie pani doktor, kiedy obejrzała moje pierwsze prace powiedziała “Dziewczyno, ty masz niesamowity talent“. To był dla mnie sygnał i zachęta do dalszej, twórczej pracy.

IK – Wyszła pani ze szpitala, ale skłonności, smykałka nie pozwoliła tak zupełnie odejść od tematu?

JK – Tak, dokładnie. Zapisałam się do pracowni klasycznej pani Elżbiety Polak. Za co chcę podziękować panu Arturowi Dąbkowskiemu, to on mnie tam skierował. Działam tam do dnia dzisiejszego, chodzę systematycznie na zajęcia i wystawiam swoje prace w RCK, jest to pierwsza i trzecia sobota każdego miesiąca. Pracownia działa w Ratuszu Miejskim. Latem eksponujemy swoje prace na placu przy otwartej scenie.

IK – Rozumiem, że oprócz pani, są także inne, które wykonują podobne wyroby? Dlaczego o to pytam? Ponieważ oglądając je z bliska, wprost szokują dokładnością i ilością splotów. Czy jest możliwe powtarzanie wzorów, dodam – w takim dużym formacie?

JK – Tak, są inne panie. Tutaj… Nie chciałabym im ujmować a siebie wychwalać, ale faktem jest, że – to nie moja opinia -mam w dłoniach coś bardzo rzadkiego, wręcz egzotycznego. Tu chciałabym wspomnieć moją prababcię, nie babcię, prababcię. Doskonale pamiętam, co ona robiła i wydaję mi się, że jej manualne zdolności mam w rodzinnych genach. Trochę to dziwne, bo nikt z mojej rodziny nie dzieli mojej pasji. Cieszę się, ponieważ moja synowa również się tym zainteresowała i jej prace są godne polecenia.

IK – Pokazała pani firanę (na zdjęciu poniżej). Proszę powiedzieć, ile czasu zajmuje wyszydełkowanie czegoś takiego?

koronki

JK – Tę firanę robiłam przez pół roku. Oczywiście mogłam tej pracy, i innym też, poświęcić maksymalnie kilka godzin dziennie. To związane jest ze zmęczeniem oczu, rąk i ogólnym przemęczeniem. Mniejsze formy, takie jak bieżnik, obrus, ozdoby świąteczny. to oczywiście już zupełnie inne przedziały czasowe. Mam pewną właściwość… Nigdy raczej nie cofam się w pracy, nie pruję zaczętych wzorów. Staram się być perfekcyjna i wydaje mi się, że to widać. Moje prace są jak “spod maszyny”, tak staram się je robić.

IK – Wspomniała pani o maszynach… Technologia dzisiaj potrafi praktycznie wszystko. Spod maszyn zapewne wychodzą także podobne wyroby koronkarskie?

JK – Tak, to prawda, ale nie do końca. Maszyny nigdy nie zrobią tego, co my wyczarujemy naszym talentem, ciężką, bo żmudną pracą. W takim wyrobie czuć po prostu “duszę”. Ja mam nawet taką tabliczkę z napisem “Dlaczego rękodzieło jest drogie? Bo nie pochodzi z Chin, tylko z pasji“. Ludzie często biorąc do ręki i oglądając wyroby koronkarskie, autentyczne rękodzieło, nie zdają sobie z tego sprawy, ile godzin trzeba temu poświęcić, o materiałach, które nie są tanie, nie wspomnę. Bywa z tym różnie, niektórzy, właściwe mówię o paniach, jednak to doceniają…

IK – Czy do wspomnianej pracowni zgłaszają się młode dziewczyny, panie?

JK – Tak, ale rzadko. W ubiegłym roku przyszła mama z 10. letnią córką. Dziewczynka zainteresowała się koronkarstwem i próbowała swoich sił. Udało jej się nawet zrobić pierwsze łańcuszki. Później jednak to zajęcie szybko ją nużyło.

IK – Co panią inspiruje, czy są gotowe projekty, gdzie je można znaleźć?

JK – Proszę spojrzeć… Mam całą szafę fachowych czasopism, korzystam również z internetu. To są wzory, które można skopiować z wielką dokładnością. ale ogólnie każdy, kto tworzy coś nowego, stara się włożyć do swojej pracy coś od siebie, własne pomysły.

IK – Jaka jest trwałość takich wyrobów, czy można to liczyć w latach?

JK – Jeśli się nie przetnie koronki, to praktycznie mogą z tego korzystać pokolenia! Kolor może się zmienić, ale materiał praktycznie jest niezniszczalny.

IK – Czy są w Polsce jakieś prężne środowiska, grupy zorganizowane, które się tym zajmują?

JK – Tak, są. Najbardziej znana i kojarzona jest grupa pań z Koniakowa. Tutaj powiem o pewnym fakcie, o którym mało kto wie. Otóż, ogromny obrus, o średnicy 3 metrów zamówiła u tych pań… Królowa Elżbieta! Przyznam się, że moim marzeniem od zawsze było zrobić coś ładnego dla koronowanej głowy…

IK – Jak się dowiedzieliśmy, chyba jako jedyna, ma pani własną stronę internetową?

JK – Tak, powstała niedawno i wciąż jest uzupełniana, ponieważ mam do pokazania, nie przesadzam, tysiące prac i nie chciałabym aby zalegały gdzieś w kufrze. Niechże cieszą oczy miłośników rękodzieła w całym kraju, bo internet nie zna żadnych granic.

IK – Dziękujemy za rozmowę i życzymy dalszej owocnej pracy. Czytelników zapraszamy do poznania prac pani Janiny: wyrobykoronkarskie.pl

170 x 150