Festiwal Sunrise. Być, albo nie być

Impreza After Party, która odbywała się podczas festiwalu Sunrise wywołała wiele uwag i kontrowersji. Była głośna dudniącą muzyką, plaża była okupowana przez kołyszących się miłośników loopowanych aranżacji, był alkohol, bałagan i zdziwienie turystów, którzy nie do końca rozumieli co się dzieje, tym bardziej, że molo było zamknięte. Wejście tylko dla VIP’ów za 300 zł.

Właśnie to spowodowało, że w przyszłym roku, o ile ta impreza odbędzie się ponownie w Kołobrzegu, After Party ma być zlokalizowane w innym miejscu. Władze miasta rozmawiały na ten temat z organizatorami Sunrise. Podjęto decyzję, że to będzie plaża przy Kamiennym Szańcu.

W związku z tą imprezą nasuwa się kilka refleksji. Czy rzeczywiście popularyzuje Kołobrzeg jako miasto turystyczno-uzdrowiskowe? Raczej nie. Należałoby tu zacząć od meritum, od tego, po co przyjeżdżają tu młodzi ludzie, czego słuchają i jak się zachowują. To co prezentują DJ’e nie sposób nazwać muzyką. Nie ma z nią nic wspólnego. Coś takiego produkuje się siedząc przy komputerze, korzystając z gotowych banków brzmień i loopów. Każdy “normalny”, wykształcony klasycznie muzyk, zżyma się na samą myśl. Owszem, impreza ma rozmach, efekty świetlne, dynamiczne nagłośnienie. Czegoś takiego nie ogląda się na co dzień. Takie brzmienia mają jednak swoich odbiorców i z ich gustami nie ma sensu polemizować. Znak czasu, technologi i następujących pokoleń, które szukają nowych wrażeń.

Nie można festiwalu nazywać wydarzeniem kulturalnym, bo w istocie takim nie jest. Młodzi fani muzyki elektronicznej zostawiają tu z pewnością dużo pieniędzy, ale krótko i jednorazowo. Wiadomo, że pokoje, kwatery, rezerwuje się na rok z góry. Stawki też są odpowiednie. Biznes się kręci i zarabiają prywatni właściciele hoteli, miejsc noclegowych, punktów szybkiej gastronomi. Nasuwa się pytanie… Ile na tym zarabia kasa miejska? Znamy odpowiedź. 300 000 zł dofinansowania dla organizatorów prywatnej, komercyjnej imprezy, koszty utrzymania porządku i zachowania bezpieczeństwa. Czy organizatorzy płacili, i ile, za wynajęcie gruntu, blokowanie ulic i ogromnego parkingu, przez dwa tygodnie, przy hotelu Leda?
Promocja miasta w mediach głównego nurtu chyba żadna. Nawet miejscowe zbojkotowały imprezę. Koncert z Polsatem przy Kamiennym Szańcu miał swój wymierny reklamowo efekt.

Popularność miasta przekłada się na ilość odwiedzających je osób, wpływa na wyniki finansowe jednostek gospodarczych, które oddają część zarobionych pieniędzy jako należny podatek. Koło się zamyka. Pieniądze do budżetu miasta nie kapią z nieba. Pochodzą z podatków. Mieszkańcy, czyli ci, którzy oddają swoje pieniądze powinni być szczegółowo informowani, na co się je wydaje…

Kwestia festiwalu Sunrise to nie “być, albo nie być”, to chyba tylko problem lokalizacji. Kołobrzeg zrobił się “ciasny”. Nie ma tu wolnych obszarów podobnych do tych, jakie są np. w Podczelu. Upychanie na siłę imprez, na które przychodzą dziesiątki tysięcy osób, między wąskimi alejkami, na plaży, między hotelami jest dyskusyjne. Komplikuje życie turystom, którzy rodzinnie, z dziećmi, chcą spędzić tu miło czas, swój urlop, i słono za to płacą.

Można zagłosować w naszej ankiecie! Oddaj swój głos.